Zakładki:
Http://bloginglife2.blogspot.com.au/
Http://drugiezyciebloggera.blox.pl/html
Http://dzieckom.blox.pl/html
Http://nowukkas.blogspot.com/
Http://trzyczesciowygarnitur.blogspot.com
Tagi
lazarowicz.m@gmail.com
RSS
piątek, 25 listopada 2016
SMIECIOWE HISTORIE

SMIECIOWE HISTORIE

Przyszedl czas wysprzatac szopke.
Ze zlogow rzeczy jakie sie w nej nawarstwily w ciagu ostatnich 40 lat.
Nie byly one w swej wiekszosci wiele warte poniewaz wielokrotnie obszczane gestym moczem pokolen possumow- dzikich acz zasiedzialych lokatorow.
Zaczelo sie wynoszenie; gratow, rzeczy niegdys potrzebnych, drewna w roznych formach, nart starych , monitora, klimatyzatora, starej wiezy stereo,mydla, smidla i powidla... 
Prace zaczalem sam. Wywolalo to najoczywistsza pretensje Beatuszki. Kiedy juz awantura przebrzmiala i przyszedl weekend ruszylismy reka w reke.
Stos roznorodnego smiecia zalegl przed domem.
Doszedl jeszcze pien drzewa co obumarlo i musialem je sciac.
Trwnik przed domem wygladal jakby to bylo gdzies przed cyganska chata hen na Podhalu...
Dokonany przy okazji PSP ( Powszechny Spis Possumow) wykazal ze zyly z nami trzy. Zyly boo wyniosly sie niedaleko.
Jak wszedzie indziej na swiecie tu smiecie wywozi sie na wysypisko, a co sie da, wysegregowane, idzie do Green Shed.
Tam szukajacy okazji moga odkupowac  za symboliczne kwoty. Sery, rowery, damskie swetery...
Wiec potrzeba przyczepy by wywiezc. Pare kursow conajmniej.
Majac nabyte z wiekiem obrzydzenie do ciezkiej pracy jade na wysypisko i biore pare ulotek firm zajmujacych sie wywozem smiecia. Archaik jaki- zamiast poszukac w necie jade.
Pierwsza oferta, pokazuje ze caly koncept jest do bani- za zaladowanie i zabranie naszego smietnika zazyczono sobie prawie szesc stow!.
Za tyle polece do Buenos Aires albo do Singapuru conajmniej! To nic ze sam!
I nagle olsnilo- Ernie!
Ernie mieszka dwie uliczki od nas.
Przechodzilem tam ostatnio i zobaczylem go jak pracuje przy starej ciezarowce o wielkiej pace. Moze da sie namowic na kurs na smieciowisko?
Erniego poznalismy przez Felka.
Spacerujac z nim kolo domu Erniego natykalismy sie z reguly na Clyde`a erniowego border collie.
Psy zanielubily sie od pierwszego wejzenia.
Felek szarpal sie na smyczy, Clyde rzucal sie przez ulice by nas dopasc.
Ernie, wynurzal sie wtedy spod pojazdu ktory wlasnie naprawial i zaczynal uskuteczniac swe szczegolne metody wychowawcze- rzucal w swego psa tym co mial pod reka: najczesciej byly to sruby lub nakretki.
Jesli to nie pomagalo kladl sie poprostu na swym psie.
Potem nas przepraszal i zamienialismy kilka slow.
Ernie mieszkal z zona,dorosla corka, Tara, i jej mezem i byl emerytowanym nauczycielem stolarstwa czy mechaniki. 
Mial wczesnej suke -Bonnie, tez border collie. Oczywistym wiec bylo nazwanie Clyde, Clydem.
Kiedy szukalismy kogos kto zamieszka z Felkiem kiedy my pojedziemy w grudniu 2012 do Polski, okazalo sie ze Erniatko ze swym facetem, jest jak znalazl.
I bylo dobrze- Felkowi bylo dobrze, dzieciom Erniego, wiec  i nam tez.
3 lata temu zachorowala mu zona. Ernie kupil na to wielki samochod kempingowy.
By jeszcze pojezdzic, zycia sie nachapac czy moze dac zonie wytchnienie od rakowych terapii. Nie pytalem.
Byli gdzies moze raz, moze dwa boo bylo juz za pozno.
Umierala gdy na swiat przychodzil wymarzony wnuk.
Ernie zostal z Clydem.
Im bardziej Ernie byl sam, tym blizej byl ze swym psem.
Na porannych rowerowych spacerach i zalatwiajac sprawy.
Nieodlacznosc: Ernie wsiada do auta, Clyde z nim.
Nie zeby bez pytania,nie.
Ernie jedzie do sklepu, Clyde czeka w aucie.
Ernie pracuje przy samochodzie, Clyde obok.
Ernie pakuje dobytek, Clyde porusza sie miedzy pokojami, ktore z dnia na dzien przestaja byc domem.  
Ernie odziedziczyl farme. Gdzies pod Port Macquarie, poltora dnia drogi stad.
Ma tam 60 sztuk bydla i konia o ktorym mowi ze za stary by go zrzucic.
Bydla mu ktos doglada, a ciezarowka ktora widzialem ma posluzyc do przeprowadzki. 
Na zawsze.
Ernie od razu przystaje na moja prosbe-propozycje: zawiezie mnie i moj majdan na smieciowisko.
Kaska? Ot dwie dychy na paliwo...
Podjezdza po dwoch godzinach. Razem mozolnie pakujemy ciezarowe: najpierw metale: chocby maszty, sledzie do niegdysiejszych  namiotow czy wsporniki niegdys planowanych polek. 
Potem deski i listwy we wszelkich rozmiarach i nieporecznosciach.
Kiedys dla kogos wazne. Moze nie natychmist, ale jako potencjal do stworzenia czegos potrzebnego i wspanialego.
Dzis juz nic nie warte.
Po dwoch godzinach jest zaladowane.
Ernie zaprasza do kabiny.
Pod nogami zaolejone liscie,szmaty i bardzo potrzebne rzeczy. Sciołka.
Na siedzeniu Clyde- posuwa sie by zrobic mi miejsce. Zadnego szczerzenia zebow,pelna tolerancja.
Auto ma przejechane 400 000 km i to sie czuje. I jeszcze nie ma wspomagania kierownicy. Jeszcze nie ma czy wogole, to chyba nie ma znaczenia. Dla mnie nie ma boo ja w nim wlasnie teraz, nie wczoraj, nie jutro.
Ernie opowiada z duma ze udalo mu sie tchnac zycie w staruszka.
Prezy muskuly pokazujac swa walke z kierownica.
Smiejemy sie obaj.
Zegnanie sie z rzeczami przebiega bez emocji. 
Nostalgie wzbudza jedynie stojace na placu pianino.
Niepotrzebne czy nazbyt kosztowne by je nastroic.
Dzis gra sie na zupelnie czyms innym.
Smietnikowa kaso-waga twierdzi ze wyrzucilismy prawie tone.
Wracamy.
Ernie wpadne jeszcze po pien i galezie- beda do kominka.
I na kawe wpadnie.
Musimy zaprosic go na obiad. Zanim ruszy na polnoc.
Tagi: Beatuszka
00:24, neospasmin
Link Dodaj komentarz »
piątek, 18 listopada 2016
Awaitness

06:42, neospasmin
Link Dodaj komentarz »